"Przykłady białka, którym karmię szczupaki", czyli najgorsi polscy raperzy

Pisanie o rapie w Polsce cierpi na atrofię krytyki nieskażonej środowiskowymi kompromisami czy uprzedzeniami. Zasada "chińskiego muru" nie istnieje, gwoli sprawiedliwości- głównie na skutek imponująco szybkiego i niespodziewanego nawet dla zainteresowanych rozrostu rynku. Właściciele największych serwisów zajmujących się rapem w Polsce to także ich dziennikarze, pijarowcy, handlowcy, a także promotorzy i przedsiębiorcy, którzy zbyt dużo mają do stracenia, by chlapnąć coś nieprzychylnego na kogoś innego niż na raperów, na których i tak biznesu nie zrobią.

Dodatkowo w dyskusji dochodzi do głosu szereg klasowych uprzedzeń dziennikarzy dużych mediów oraz konformizm mniejszych portali wobec potęgi elektorskiego motłochu, wreszcie- demokratyczne, acz mało zniuansowane, czarno-białe wyroki forum dawnego Ślizgu. Oczywiście, można pytać, na co komu pisanie o muzyce, muzykę zweryfikuje niewidzialna ręka rynku i umiejętnie zarządzane strony wykonawców na FB. Tylko, że przypadkiem ta medialna paranoja sprawia, że poziom rapu kuleje, dochodzi do błędnego rozpoznania perspektywy, w którym "Dumka na dwa serca" Eldoki i Pelsona do filmu Agnieszki Holland zostaje odczytana jako jakiś krok naprzód w recepcji gatunku, a raperzy naiwnie (albo cynicznie) narzekają na brak reprezentacji w mediach głównego nurtu . W tym świecie odbiorca grubo po maturze, ale daleko przed emeryturą zwyczajnie nie ma czego szukać.

Dlatego w tym krótkim przewodniku po najgorszych polskich raperach nie będę znęcał się nad samym tylko brakiem szacunku dla podstaw gramatyki (jak w przypadku Popka), szacunku dla samego siebie (Mezo, Doniu) czy wreszcie szacunku dla sensu (Fu). Ci raperzy są przez krytykę piętnowani, ale to łatwizna spotykająca się ze środowiskowym poklepywaniem po plecach- zdissować Donia to jak odkryć w 2013 roku, że teksty Szymona Wydry są słabe.

Z drugiej strony zasługi poniżej wyselekcjonowanych wirtuozów nie są równomierne. Obok prawdziwych klasyków robienia z siebie gamonia na majku znajdują się ledwie namaszczeni przez podziemie pretendenci. Widać jednak jak na dłoni, że najgorsze jeśli chodzi o ich generowanie są trzy fatalne i łopatologiczne nurty- psychorap i jego spadkobiercy, rap "zaangażowany" i rap "poetycki" czy też "inteligencki".

Ideologiczne ciśnienie tzw. "zaangażowanego" rapu przeszkadza mi tak samo we wszystkich odcieniach. "Z żalem patrzę na tanie moralizatorstwo, z żalem słucham kawałków w stylu przepisałem Wyborczą". Nie po drodze mi z narodowym Eldo, ale z Łoną, gdy gorączkowo stara się uosabiać wszystkie przesądy środowiska "Gazety Wyborczej" jest mi nie po drodze tym bardziej. Zresztą nie ideologia mnie boli- boli mnie jej naiwność, tanizna, kompilatorstwo z nagłówków prasy każdej orientacji i zacietrzewienie raperów. Jak na razie- pozbawione precedensów. Ale Eldo i Łona bywają też błyskotliwi, choć nie gwarantuję, że w przyszłości nie dochrapią się miejsca w nowej edycji przewodnika.

Lewicowy rap w Polsce już nie istnieje - jedyny deklaratywnie lewicowy z ostatniego czasu, który sobie przypominam, a którego nazwę litościwie przemilczę, wypływał z uwłaczającego niezrozumienia dzieł Deborda i Vaneigema. Ale polski rap, taki, jaki lubiłem najbardziej, z przełomu lat dziewięćdziesiątych, był lewicowy, dopuszczał do głosu klasy upośledzone społecznie, wykluczonych, przeciwstawiał się opresji i mówił między wierszami coś, co wydawało się ważne, ale nienachalne i pozbawione rażącej dosłowności, w której niektórzy chcą dziś dopatrywać się dojrzałości. Dziś te tezy przemieliły firmy odzieżowe, dla których rap to często tylko jeden ze sposobów promocji oraz spłaszczone i banalne tezy o wykluczonych w transformacji na przykładzie Magika z Paktofoniki. Takie kino i takie mądrości jak w filmie "Jesteś Bogiem" trafiają może to Tadeusza Sobolewskiego, tylko że Tadeusz Sobolewski zapewne w życiu nie słyszał pierwszej Molesty, Volta i Zip Składu.

Bisz



Bisza słuchałem po raz pierwszy w czasach "Muzyki śnieżnych pól". Wtedy "Zimy EP" wydawały się zapominalnym wybrykiem, całkiem sympatyczną próbą pozbawioną jakiejkolwiek wyrazistości. Później jednak działy się rzeczy coraz straszniejsze- "Wilk Chodnikowy", płyta pełna niezłych bitów, to liryczny masterflop, nieschłychanie pretensjonalne zapiski wykradzione Piotrowi Roguckiemu i przełożone na język odbiorcy dopiero dojrzewającego do pełnoprawnego udziału w życiu kraju. Jakiś czas później, już w trakcie rytualnego ryku zachwyconych recenzentów, ukazał się utwór na producencką płytę Szopsa, zatytułowany "Koniec naszego świata". Rzućmy okiem na ponure rekwizyty w klipie (i w tekście):



Rozumiesz. "Dekameron". Boccacia. Pełnoletni mężczyzna stoi przy wodospadzie, czyta "Dekameron", nawija patetyczny, grafomański syf o końcu świata. "Czarna fala żalu zatapia nasz świat, jak łupina orzecha tańczy nasza arka, na grzbiecie smoka, który połyka połacie ziemi"– wyrzuca gorączkowo. I choć na szczęście duża część z nas ma już za sobą niełatwe przecież czasy gimbazy i na słodkawą grafomanię Bisza reaguje tylko gromkim śmiechem, to fakty są ponure: Bisz został Bydgoszczaninem roku wg czytelników "Gazety Wyborczej", obecnością jego "Wilka Chodnikowego" upstrzone zostało wiele podsumowań końcoworocznych. Na ten fakt mogę zareagować tylko kolejnym cytatem: "Sokrates się uśmiechał, gdy mówiła „wiem, że nic nie wiem” - razem z Sokratesem uśmiechamy się do fanów Bisza i machamy żywo ręką.

Tadek



Tadek, członek świetnej Firmy i kolega ze składu bardzo dobrych Popka i Bosskiego, to syn Jana Polkowskiego, adresta jednego z najbardziej znanych polskich wierszy po 89 roku . Jeśli akurat przysypialiście na polskim w liceum, lub oddawaliście się zajawkom typowym dla grupy docelowej Bisza, szybkie przypomnienie:

"Poezja niewolników żywi się ideą
Idee to wodniste substytuty krwi
Bohaterowie siedzieli w więzieniach,
a robotnik jest brzydki ale wzruszająco
użyteczny- w poezji niewolników

Zamiast powiedzieć: ząb mnie boli, jestem
głodny, samotny, my dwoje, nas czworo,
nasza ulica- mówią cicho: Wanda
Wasilewska, Cyprian Kamil Norwid,
Józef Piłsudski, Ukraina, Litwa,
Tomasz Mann, Biblia i koniecznie coś
w jidysz"

Zaskakująco adekwatne. A przecież to nie tak, że nie potrafiłbym znaleźć z Tadkiem wspólnego języka. W kultowym już wywiadzie dla "Ha!Artu" mówi on np. tak:
"Red: Ostatnio widziałem Łyskacza w programie katolickim. Jak na to patrzycie?
Tadek: Staramy się w ogóle na to nie patrzeć. "
Nie zgadzałem się, gdy w tym samym miejscu Tadek mówił, że dla gejów "powinno zrobić się jedną wyspę i niech tam siedzą", nie bez zastrzeżeń przyjmowałem postulat "rozjeżdzania kurew walcem" jako sensownego rozwiązania kwestii policyjnych represji, ale to było właśnie "ząb mnie boli, jestem głodny", jakaś symptomatyczna aktualność- jasne, aktualność głupka, ale nie przystrajającego się w szaty mędrca.
Co ciekawe, wyjawiający swoją niechęć do Lecha Kaczyńskiego w wywiadzie z 2006 roku Tadek wydaje się być jednym z najbardziej dopracowanych produktów "polityki historycznej" śp. Prezydenta. Przypadek? Krzysztof Kamil Baczyński padł już ofiarą niejednego "geniusza", choćby na pamiętnie żałosnym "Powstaniu Warszawskim" zespołu Lao Che. Ale przepisywanie kilku podstawowych faktów z historii Polski na doraźny język naskórkowej publicystyki i podporządkowanie narracji "niezależnej" patronatowi braci Karnowskich irytuje mnie bardziej niż samozwańczy "dialog z klasyką", uzupełniony radami w stylu "myśl samodzielnie". Poczytaj książkę to się ze mną zgodzisz- zdaje się mówić Tadek. Niestety, jedyna "Niewygodna prawda", jaką ma do przekazania, to "wodniste substytuty krwi"

Laik



Z kilku wywiadów udzielonych przez Laika płynie cokolwiek niezadowalająca odpowiedź na zarzuty o grafomanię. Otóż sugestia: "ja swoje teksty rozumiem, a jeśli ktoś nie rozumie, to jest głupkiem bez szkoły" sama w sobie jest dość przygłupia, ale nawet tak groteskowo wywrócona do góry nogami hermeneutyka nie usprawiedliwia dla mnie takich wersów jak:

„Po drugie, kompromis ratuje rozmowę: jak chcesz gładki dialog radzę zmrozić płyn/ jednak jeśli anons rozmywa hart powiek radzę wściekły Azor zmienić w lotny dym/ Stoi Leszek i ziomów ma przy boku przede mną, czarny blat przeorany zebrą z gładkich toreb/ W nosach słomki z baniek przeznaczonych na pęknąć przy wtórze szkła koloru mydlanych oper“.

"Kot se z dolnych stron robi skok na backstage ej, mam ostre claws, także ściąg mnie bejzlem".

"Były to przykłady białka, którym karmię szczupaki i choć to już inna farma jestem dalej verbatim".

Każdy praktycznie kawałek rapera jest rozpaczliwą i beznadziejną próbą odnalezienia najbardziej nachalnego podwójnego czy potrójnego rymu jaki może przyjść komuś do głowy. Jak ktoś zauważył- tego się nawet czytać nie da, a co dopiero słuchać.

L.U.C



"Jeden błąd w sztuce wystarczy by zejść na manowce psychorapu jak L.U.C"- nawijał Mes. "Co dzień wyborów mur na try-trylion mil, i te decyzje, wykaż precyzje/ toru wybory pory wy amory, opory wybory, obory, bory wybory/ wybory, wybory, wybory, wybory, wybory, wybory, wybory/ wyborów mur na try-trylion mil"- to L.U.C. A niepozorny raper z Sierpca- Kumos, w tym roku rapował: "czy czy bounce gram czy nice track dla nas pań, to wybacz ej, elita nie pyta tu typa kto fryka mainstream, vipa tu wita bo widać że wydał tu tekst dziś" i jakoś na Paszport Polityki i zainteresowanie ze strony mediów się nie załapał. Co za niesprawiedliwość.

Fisz



Fisz to postać symboliczna, na wskroś uduchowiona. Bodaj pierwszy znaczący reprezentant szkodliwego fantazmatu "poetyckości" w polskim rapie, pozbawiony jednak większości przymiotów nie tylko dobrego MC, ale MC w ogóle. W gruncie rzeczy po pęknięciu opiniotwórczej bańki jest to całkiem sympatyczny językowy performer dla bywalców slamów sprzed 15 lat. Jednak jego emblematyczność i bezsprzeczny, mentalny patronat nad "rapem który mówi coś więcej" (nie mówiąc absolutnie nic) w pełni obligują mnie go do zaliczenia go niechlubnego towarzystwa. "W głowie mam kapustę zamiast ognia"- i tu jest pies pogrzebany.

O.S.T.R



Zacznę od pewnej dygresji. Na stronie Asfalt Records, wydawcy Ostrego, w notce poświęconej nowej płycie czytamy: "O.S.T.R. to artysta, który właściwie nie musi już niczego udowadniać. Cieszy się respektem zarówno Michała Urbaniaka jak i zawodników rugby". Słuchaczu rapu, ile razy to słyszałeś? Wykonawca, po którego płytę chcesz sięgnąć, został doceniony przez burżuazję i "autorytet", jak i przez "tłumoków", bo chyba tak należy rozumieć te obraźliwe aluzje. "Równie dużą popularnością cieszy się wśród bogatych mieszczan ze sprzętem do słuchania muzyki za 40 tysięcy złotych, jak i wśród pariasów z osiedlowych ławek". I już nieważne, że przyzwolenie Urbaniaka z cyklu "możeta słuchać!" jest nikomu niepotrzebne, z całym szacunkiem dla dokonań jazzmana. Po prostu taka fikcyjna elityzacja, przekaz "nie musisz być dresiarzem żeby posłuchać rapowca O.S.T.R-a" to jedna z najbardziej szkodliwych rzeczy dla recepcji wszystkiego, konserwatywna manipulacja dla zakompleksionej nowej polskiej klasy średniej, która potrzebuje intelektualnych przewodników zredukowanych do roli gąb w blurbach.

Ale odniosę się też do pierwszego zdania- otóż Ostrowski mógłby jednak od czasu do czasu coś udowodnić, bo od 10 lat nawija ciągle to samo- że kiedyś było fajnie, rap to nasze życie, liczą się dla mnie tylko ziomy i prawda, a Ty nie daj się oszukać, dojdź tam gdzie ja, po prostu bezsensowne pustosłowie (nawet gdy gdzieś tam zaplącze się...wojna w Syrii) pozbawione zapamiętywalnego strzępu wersów. Do tego nabawił się nieznośnej, ocierającej się momentami o niesłuchalność maniery skrzeczącego skrzypka. I co z tego, że jest świetnym producentem? Emade też jest, ale na swoje nieszczęście współpracuje z Fiszem. I z Ostrym- raperem. Dlatego gdy po rankingu Porcys pojawiły się głosy oburzenia na brak O.S.T.R-a, reagowałem wzruszeniem ramion- bo rapuje nie Michał Urbaniak i zielone światło establishmentu, ani tym bardziej nie zasługi.

Fokus



Last but not least człowiek, który roztrwonił cały swój talent i potencjał, i to nie przez to, że pobiła go Doda czy tam się "sprzedał". Wszystko stoi w tekście.



Piętnaście lat w branży, a Fokus nagrywa na jakichś syntetycznych koszmarach, nie trafia w bit, nadal nie nauczył się właściwie niczego w kwesti zwolnień, przyspieszeń, góry dołu, przodu tyłu, tekstowo oscylując głównie wokół suchawego bragga, gdzie indziej zbliżając się do "techniki" Rahima, przywołując słynne "wyprzedza świat reaaaaaalny, nawiedza wirtuaaaaaaaaalny, system binarnyyyy, materiał łatwopalny", które jak wiadomo są jednymi z najgorszych linijek zarapowanych w historii tej gry. Paktofonika ma na sumieniu tysiące fatalnych epigonów (vide Buka), ale że akurat Fokus będzie równał w kierunku pozbawionego talentu kolegi kiedyś wydawało się niemożliwe. Dziś nudnawo solidne "Prewersje" traktowane są wręcz jak arcydzieło na tle innych dokonań. Symptomatyczny krach rapera, legendy i tego, co kilka lat temu mógł faktycznie przekazywać fenomen autorów "Kinematografii". Zerknijcie zresztą na wydanie ostatniej płyty i sami oceńcie, czy nadal chcecie traktować ich poważnie.

Trwa ładowanie komentarzy...